EuroCupBLKPZKOSZKPZ KOSZ
Miasto bydgoszcz

Tajemnica czarnego pudełka. Jak Artego przyciąga biznes

Artykuł cytowany za Gazeta Wyborcza, Autor: Remigiusz Jaskot

Bydgoskie Artego ma już 50 sponsorów. Właścicieli bydgoskich firm przyciąga balami, ogniskami i śniadaniami biznesowymi. – Pokazujemy, że w Bydgoszczy są chętni, by wspierać sport, ale trzeba wiedzieć, jak ich przyciągnąć – mówi manager klubu Jarosław Kotewicz.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Do każdego potencjalnego sponsora osobiście przychodzi Jarosław Kotewicz. Pod pachą przynosi gustowne, czarne pudełko. Kiedy na spotkania zabierał zwykłą kartkę A4 z ofertą, szło mu gorzej. Najmniej efektywne były maile. Dwa lata temu na 250 elektronicznych ofert przyszła jedna odpowiedź. Castorama grzecznie odpisała, że nie jest zainteresowana sponsorowaniem koszykarek. Od tego roku, gdy ruszył projekt Business4Basket, skuteczność wynosi 90 proc. Tylu szefów firm, z którymi spotyka się manager klubu, decyduje się na podpisani umowy.

Rozmowa trwa zwykle 45 minut. Na początku Kotewicz chwali się wynikami. W ostatnim sezonie Artego zajęło czwarte miejsce w lidze, a w poprzednich czterech zdobywało brązowe i srebrne medale mistrzostw Polski. Budowa klubu trwała 25 lat. Na mecze przychodzi ponad tysiąc osób, na niektóre spotkania wyprzedane są wszystkie bilety. – Wszyscy w lidze już wiedzą, że mamy świetną publiczność i nie robimy wyniku za wszelką cenę. Nie robimy wirtualnych budżetów i nie zaciągamy długów – mówi Kotewicz.

Zaglądamy do pudełka. W głównym katalogu można poczytać o sukcesach klubu. Na pamiątkę zostaje przypinka z klubowym logo. Dalej są dwa karnety VIP na mecze Artego i zaproszenia: na bal karnawałowy w hotelu Słoneczny Młyn, ognisko, szkolenia z psychologii biznesu, doroczny turniej tenisowy oraz comiesięczne śniadania biznesowe. – Na śniadania mogą przyjść tylko właściciele i prezesi firm. Mogą porozmawiać o biznesie, spojrzeć sobie w oczy o dopiąć szczegóły – mówi Kotewicz. Jeśli faktycznie dojdzie do transakcji, sponsorzy deklarują, że część zysku trafi do klubu, dzięki któremu zostali skojarzeni. Do dyspozycji sponsorów są też zawodniczki. Ich wizerunek może zostać wykorzystany w spocie lub firmowym kalendarzu.

Wystarczy tysiąc miesięcznie

W projekcie Business4Basket umowa opiewa na rok lub trzy lata. Ta krótsza jest o wiele popularniejsza. Podpisało ją 20 firm, które zadeklarowały, że co miesiąc będzie pokrywać fakturę na 1 tys. zł. – O wiele prościej zachęcić firmę, jeśli te 12 tys. jest rozłożone na cały rok. Niektóre firmy niewiele podobne kwoty wydają na obiady biznesowe – mówi Kotewicz. Miejsce na spodenkach Artego to wydatek ok. 50 tys. zł. Miejsce na koszulce jest droższe.

40 proc. wpływów z Business4Basket pokrywa koszty – catering na meczach (prezesi firm korzystają z niego w przerwach), czy gaża gwiazdy, która zagra na balu. Kolejne 20 proc. idzie na szkolenie młodzieży. W całym województwie w piramidzie szkoleniowej za chwilę będzie uczestniczyć ok. 500 dziewczynek. Bezpośrednio na kontrakty zawodniczek idzie ok. 20 proc. przychodów z nowego projektu. Każdy sponsor może sprawdzić, na co idą pieniądze. – Nie mówimy, ile zarabiają zawodniczki, ale podajemy, ile kosztuje organizacja meczu, autokar, czy hotel – mówi Kotewicz. Nowi sponsorzy są proszeni, by wskazać inne firmy, które mogą być zainteresowane.

Podzielić się pieniędzmi

Najlepiej działa poczta pantoflowa. Tak sponsorem Artego został Norber Kowalkowski z firmy HTG. – Jeśli ktoś, kogo cenię biznesowo namawia mnie na nowe przedsięwzięcie, to uznaję, że warto się temu przyjrzeć – tłumaczy. – Koszykówka to sport, wokół którego nie ma konfliktów. Szczerze mówiąc, nad zaangażowaniem w piłkę nożną z wielu powodów poważnie bym się zastanowił – mówi. Nie ukrywa, że uznał, że czas podzielić się swoimi pieniędzmi. – Moja firma zaczyna, ale jest już stabilna. Uważam, że jeśli przedsiębiorca może się zaangażować społecznie, to powinien z takiej możliwości skorzystać. Człowiek chce zarobić pieniądze, ale chce także, żeby inni mogli skorzystać z tego, co stworzył – mówi Kowalkowski.

Zdecydowana większość sponsorów Artego to bydgoscy przedsiębiorcy. – Nie zgadzam się z tymi, którzy narzekają, że nie ma chętnych na pomoc klubom. Ale trzeba mieć pomysł – mówi Kotewicz. Meczów Artego nie ma w telewizji, a koszykówka kobiet to sport niszowy. Główna korzyść dla sponsorów to możliwość spotkania szefów innych firm. Dla członków klubu Business4Basket reklama jest niewielka – w czasie meczów na telebimie. – Chcemy pokazać, że tacy ludzie są przy sporcie i chcą nam pomóc – wyjaśnia Kotewicz. Trzech sponsorów wzięło podwójne pakiety. Z takiej możliwości korzystają firmy, które na śniadania biznesowe i wszystkie pozostałe wydarzenia chcą wysyłać dwie osoby. – Niektórzy przekonują się do współpracy, bo to daje możliwość spotkania takich osób, jak Adam Sowa.

Poza czubek własnego nosa

Artego startowało do sezonu z budżetem 2,8 mln. Najwięcej pieniędzy przekazuje miasto – 1,2 mln, a niewiele więcej Waldemar Kotecki. Właściciel Polwellu i kilku innych sponsorów wykłada na Artego ok. 1 mln zł. Osobno zapłacił za nazwę do hali. Numer telefonu do Koteckiego znajduje się w folderze dla sponsorów. Teoretycznie każdy z nich może zadzwonić i zaproponować wspólny biznes. – Są takie telefony. To dobrze, bo uważam, że przy robieniu biznesu należy patrzeć na tych, którzy są najbliżej – mówi. Kotecki stawia na długofalową perspektywę. – Sponsoring to wieloletnia praca. Teraz biznes mówi „sprawdzam”. Firmy chcą wiedzieć, czy to, co oferujemy, ma sens. Korzyść nie przychodzi od razu. W sporcie trzeba się zadomowić. Liczymy, że wielu przyjdzie na mecz i rozszerzy współpracę.

Kilka lat temu Jarosław Kotewicz do wyłożenia pieniędzy na klub namówił dewelopera Waldemara Kapczyńskiego. – Zaczęliśmy od niskiego pakietu i zaczęliśmy się rozkręcać – wspomina prezes KWK Construction. Dziś należy do największych sponsorów drużyny Tomasza Herkta. – Czy firma KWK ma z tego wymierne korzyści? Nie wiem. Ale ja nie patrzę na czubek własnego nosa, myślę też o mieście. Tak jak robiąc biznes myślę głównie o bydgoskich podwykonawcach, tak samo robię wszystko, by miasto rosło w siłę – mówi. Do projektu Business4Basket ma jedną uwagę. Dotyczy śniadań. – Znam w Bydgoszczy prawie wszystkich, w dodatku o ósmej rano śpię, więc na nie chodzę. Ale będę proponował lunch, bo zawsze miło spotkać się w dobrym towarzystwie. Artego to dziś najlepszy klub w Bydgoszczy – mówi Kapczyński.

Sukces Artego jest tym bardziej widoczny, że będący w kryzysie bydgoski sport ze sponsorami ma problem. Zupełnie nieskuteczny na tym polu był Radosław Osuch, właściciel piłkarskiego Zawiszy. Narzekał, że nie mógł znaleźć nawet kilku chętnych na bilety VIP z cateringiem. W chwilach irytacji nazywał Bydgoszcz „chu***m miastem”. Niewiele lepiej idzie Władysławowi Gollobowi. – Firmy liczą każdy grosz i nie garną się do sponsorowania. Zostało kilku entuzjastów – mówi właściciel żużlowej Polonii. Do dużych firm puka nie tylko Artego, ale też kluby siatkarskie – Łuczniczka i Pałac. Radzą sobie, ale w przyciąganiu biznesu nie mogą się równać z klubem koszykarek.